wtorek, 16 lipca 2013

Ja nie mówię, on nie pyta

Czy tylko ja mam problem z mężem w kwestiach rozmowy?
Czasami nie daję rady... Ostatnio zauważyłam, że jeżeli ja nie podejmę rozmowy to jej po prostu nie ma. Mój mąż nie odczuwa chyba potrzeby konwersacji ze mną. A mnie to wkurza chociaż czasami mógłby się wysilić i zapytać o coś więcej niż "co tam w domu kochanie? " Ja na jego jedno pytanie mam streścić cały dzień no super szkoda, że mogę przerwać w połowie wypowiedzi i jej nie dokończyć a on co? NIC. Skoro nie mówię to wg niego zakończyłam, a ja już dłużej nie mam ochoty prowadzić monologu. Męczy mnie ta sytuacja bo mąż nie widzi  problemu. Nie widzi tego, że ja przestałam się odzywać. Dla niego to widocznie lepiej ma św spokój. Ja rozumiem, że ma pracę taką jaką ma pracuje głową a klientela zada mu setki pytań w ciągu 8 h i raczej musi odpowiedzieć, wytłumaczyć po raz setny temu samemu klientowi, co z czym gdzie kiedy i jak. Ale czasami są sytuacje, gdzie no jednak trzeba porozmawiać ze swoją drugą połówką. Raczej staram się nie przenosić moich frustracji na bloga, ale dzisiejszym nie wiem czy pytaniem czy stwierdzeniem mnie rozbił na części pierwsze.
"Co znowu ? "
Nie no ja codziennie mam jakieś problemy i strzelam fochy bo od tak po prostu mi się nudzi. Cały dzień siedzę sama w domu z dziećmi nie mam do kogo pyska otworzyć a jak mąż wraca o 20 to, żebym nie musiała znów nic mówić obrażam się i się nie odzywam. Jasne. Ja wręcz pragnę z kimś pogadać, przedyskutować chociażby przyszły weekend zaplanować, aby spędzić trochę czasu wszyscy razem.
Zawsze jest tak, że to ja wymyślam wszystkie wyjazdy, wycieczki, wieczory, a mąż się na to po prostu zgadza. Nigdy mnie nigdzie nie zaprosił. Zawsze ja i tylko ja, aż mi się niedobrze robi. Przepraszam, ale nie wytrzymałam i musiałam wystukać to w klawiaturę bo bym chyba wybuchła.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Cukierkowe różyczki i Imprezka

Od dawna planowałam zrobić te różyczki i w końcu nadarzyła się okazja niezwykle ważna. Imieniny Filipka. Wieczór przed Imprezą miałam zaplanowany, wizyta w zaprzyjaźnionej kwiaciarni gdzie zakupuje materiały do moich prac. Tym razem była to krepina. Krepa by się rozpadła zanim związałabym różyczkę i musiałam pomyśleć nad czymś mocniejszym. I od razy w głowie pojawił się bukiecik kupowany niedawno na komunię który był otulony krepiną. Ja to tak nazwałam, ale wydaje mi się, że tak to się zwie. Pozostał tylko dylemat czy będą mieć niebieski. Nie było. Ale zielony kolor się znalazł i nawet lepiej bo serwetki są w zielonym kolorze czyli pasowało. A oto moje różyczki i stół imieninowy Filipka prawie skończony :)





środa, 26 czerwca 2013

Serduszko z papierowej wikliny

Zrobione dość dawno, w sumie ma już nawet nową właścicielkę :) Zrobiłam je z papierowej wikliny i pomalowałam złotym sprayem :) Kwiatki dorobiła Daria, bo niestety mój wolny czas nie pozwalał mi na upiększenie serduszka...









Inspiracje zaczerpnęłam ponownie od Ania Inspiruje

wtorek, 25 czerwca 2013

Chwalimy się :)

Właśnie bo, zapomniałam się pochwalić. Mianowicie:
Gdy już byłam u kresu wytrzymałości, gdy miałam po dziurki w nosie kilkakrotne przebieranie majcioch, skarpetek i spodenek a nieraz i koszulek, i gdy już zaczynałam sobie odpuszczać...  Usłyszałam
sii... ama sii (ama to mama)  i wsłuchuję się a w pokoju za ścianą słyszę jak mój synek sam, tak sam usiadł na nocnik i zrobił siusiu po czym zaczął bić brawo i mówi ama bławo.
Na początku miałam duże wątpliwości, że to tylko ten jeden raz, ale muszę przyznać mój synek mnie jak i całą rodzinę zaskoczył.. Od tego dnia jeździmy wszędzie i nigdy nie zdarzyło się, aby Filo nasikał w majtki. Fakt zatrzymywaliśmy się na różnych poboczach za potrzebą Filipa, ale wolę to niż przebieranie pieluch u 2,5 letniego chłopca. Na noc jednak zakładamy, bo mały zasypia popijając kaszkę i wolałabym nie mieć mokrego łóżka. Czasami się przebudza i przychodzi do naszego pokoju i może akurat wtedy mógłby zrobić siusiu, ale myślę, że póki co cieszmy się z tego oto jak wielkiego sukcesu...

Uwieczniony dzień. Za Filciem nocniczek :)


Wycieczka do Zoo

W związku z tym, że dzsiaj pogoda nie dopisała i siedzimy w domu postanowiłam dodać posta.
W zeszły weekend wybraliśmy się całą rodzinką do Starego Zoo w Poznaniu.
Nie ukrywając było super, jest to miejsce gdzie spokojnie można wypocząć z dziećmi. Tym bardziej, że Filcio jest bardzo ruchliwym dzieckiem i jest go wszędzie pełno, a tam może sobie biegać bez ograniczeń. A największą atrakcją były o dziwo gołębie nie koza czy lama. A dlaczego? Gołębie były wszędzie i można było je gonić. A mój synek to po prostu uwielbia.

A oto my całą rodzinką...


Oczywiście nie mogło zbraknąć zdjęcia na słynnym wilku :) 

Polecam wypoczynek w Starym Zoo w Poznaniu z takimi małymi szkrabami, najlepsze miejsce, aby maluchy mogły się wyszaleć.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Poranna kawa

Szczerze kiedyś nie miałam czasu nawet na to aby w spokoju wypić poranną kawę, bo denerwował mnie chaos domowy który mnie otaczał. Więc poranna kawa wyglądała w ten sposób, że robiłam kawę pomiędzy dawaniem mleka Maksowi, a przebieraniem Filipka, zalałam, zaparzyłam i osłodziłam. Później myłam naczynia, ścierałam sprzątałam z szafek kuchennych, zbierałam i zanosiłam rzeczy do prania, ba wstawiłam pralkę bo przecież zdążę później wstawić jeszcze jedną, aby wyschło wszystko za dnia. Później to prasowałam i tak dalej i tak dalej. No i gdy zasiadłam do kawy to okazywało się, że albo już ją wypiłam nie wiedząc kiedy jak i gdzie, albo już była zimna. Nie było czasu na następną bo przecież mąż jak wróci z pracy to chciałby coś zjeść dzieci również. A przedtem i pobawić się chwilę z nimi i zająć i odkurzyć pokój, posprzątać bo Filipek tak był zajęty mamy telefonem, że się zsiusiał na panele i tylko na panele na szczęście bo dywan ozdobny mama wyniosła pół roku temu, żeby go za rok nie wyrzucić bo będzie zbiorowiskiem siuśków.
I tak oto dzisiaj bez względu na wszystko usiadłam zaparzyłam kawę otworzyłam laptopa i siedzę ja. Tak właśnie ja siedzę i napawam się cieplutką kawą, i patrzę na brudne skarpetki męża których nie zdążył wynieść do prania, na śpioszki które walają się niemal wszędzie, na Maksia który leży sam w łóżeczku i bawi się czymś tak czymś bo nie wiem, nie płacze to nie zaglądam, i na Fifika który siedzi w  moim telefonie i gra tak dziecko 2,5 letnie gra i umie grać, chyba, że siedzi na facebooku i dodaje dziwne posty na mojej tablicy...Bo też tak może być ale nie ważne. Piję kawę, piszę posta i jest mi z tym dobrze.
Pozdrawiam wszystkich z mojego dzisiejszego nieogarniętego domu:)
Życzę wszystkim mamą wszystkiego dobrego...