Przykładowe menu diety bezglutenowej:
Śniadanie:
1. Dwie skibeczki chlebka bg z pasztecikiem
Jogurt natuaralny,
2. Jajecznica z eko jajek podsmażana na maśle klarowanym,
herbata bg
3. Bułka bg z mlekiem, bądź naworka ( mleko woda i kluski z mąki bg)
Obiad:
1.Mięsko mielone z Indyka. Robimy pulpety i podsmażamy na maśle klarowanym,
Ziemniaczki osolone solą morską.
Do popicia grzyszczeniówka np. nektar z czarnej porzeczki.
2. Pizza: gotowy spód pizzy, do tego koncentrat przyprawy, szynka nieprzetworzona, i żółty ser typu ementaler ( warto spr. w skłądzie czy nie zawiera glutenu, albo też jest ser typu ementaler. Dla urozmaicenia keczup również bg
3. Rosołek ugotowany na piersi z indyka doprawiony przyprawami bg . Może być pomidorówka z tego i wówczas jak rosołek to makaron bg, jak pomidorówka to ryż.
Podwieczorek:
1.Kefir naturalny z baanem
2. Budyń bg
3. kisiel bg
Kolacja :
1. Kabanosik i skibka chleba
2. chlebek z szyneczką
3. spaghetti z produktów bg
Wszystkie produkty które zostały wymienione w diecie są bezglutenowe
Ja większość produktów nabywam w Intermarche, oraz w różnych sklepach z przekreślonym kłosem.
Kiedyś nie zwracałam na to uwagi i gdy nasz syn przeszedł na dietę to myślałam, że chyba tylko i wyłącznie w internecie będę zamawiać, ale gdy tylko zaczęłam się rozglądać to okazało się, że całkiem sporo tych sklepów.
W internecie jest również sporo stron które zajmują sprzedażą produktów bg.
sobota, 21 września 2013
poniedziałek, 9 września 2013
Chwila ciszy
I stało się w końcu od dłuższego czasu zaczynam dochodzić do ładu... Dzieci śpią... obydwoje :)
A ja mam posprzątane mieszkanko. Jupi!!!
Obiadek dla Fila i Maksa już się robi, a ja sobie siedzę w ciszy.
Przyznam się szczerze, że dieta Filipka nieźle namieszała mi w życiu. Gotować trzy obiady? Po prostu koszmar do tego trzy śniadania podwieczorki i kolacja, to było coś okropnego, no właśnie było a dlaczego?
Odpowiedź prosta muszę być zaradna. Postanowiłam, że skoro produkty bezglutenowe są zdrowe to niby dlaczego Maksiu też nie mógłby ich spożywać. Tak więc Maksiu też jest na diecie. Mają podobne śniadania, bo przecież nie dam 7 miesięcznemu dziecku skibki chleba z pasztetem (bezglutenowym). Obiady raczej te same chwila słodkości to jugurt naturalny z bananem bądź z jabłkiem. Na kolacje Filo zje sobie kabanosika z indyka a dla maluszka wafelek ryżowy.
Można? mażna :) Dzisiaj to już kompletny luzik bo mama gotuje zupę, więc i ja z mężem się załapiemy, czyli pozostaje mi chwila relaksu, ale jak to ja, nie umiem siedzieć i nic nie robić i chyba przygotuję się na obudzenie Filipka i trochę się pouczymy już godzinkę śpi i mimo spokoju to wolę położyć go tak jak zawsze o 20 a nie o 22. Więc przygotuje wszystko i pouczę mojego urwiska.
Pozdrawiam serdecznie
A ja mam posprzątane mieszkanko. Jupi!!!
Obiadek dla Fila i Maksa już się robi, a ja sobie siedzę w ciszy.
Przyznam się szczerze, że dieta Filipka nieźle namieszała mi w życiu. Gotować trzy obiady? Po prostu koszmar do tego trzy śniadania podwieczorki i kolacja, to było coś okropnego, no właśnie było a dlaczego?
Odpowiedź prosta muszę być zaradna. Postanowiłam, że skoro produkty bezglutenowe są zdrowe to niby dlaczego Maksiu też nie mógłby ich spożywać. Tak więc Maksiu też jest na diecie. Mają podobne śniadania, bo przecież nie dam 7 miesięcznemu dziecku skibki chleba z pasztetem (bezglutenowym). Obiady raczej te same chwila słodkości to jugurt naturalny z bananem bądź z jabłkiem. Na kolacje Filo zje sobie kabanosika z indyka a dla maluszka wafelek ryżowy.
Można? mażna :) Dzisiaj to już kompletny luzik bo mama gotuje zupę, więc i ja z mężem się załapiemy, czyli pozostaje mi chwila relaksu, ale jak to ja, nie umiem siedzieć i nic nie robić i chyba przygotuję się na obudzenie Filipka i trochę się pouczymy już godzinkę śpi i mimo spokoju to wolę położyć go tak jak zawsze o 20 a nie o 22. Więc przygotuje wszystko i pouczę mojego urwiska.
Pozdrawiam serdecznie
piątek, 6 września 2013
Dieta bezglutenowa
Produkty dozwolone na diecie bezglutenowej znajdziecie tutaj
Chcąc nie chcąc i nas dopadła, a konkretnie Filipka, tylko dlaczego zalecił nam to logopeda? To jest bardzo interesujące, przecież od ponad pół roku borykaliśmy się z problemami Filipka. Mianowicie, Filo ma opóźniony rozwój mowy to już wiemy okej, ma również problemy z kupką a dokładniej z jej wydalaniem. Gdy tylko mu się zachce to potrafi ją wstrzymać nawet na parę dni, a później wiadomo, boli, i ciężko jest ją zrobić, występują zaparcia i blokada u dziecka. Nasza nowa pani pediatra przepisywała nam non stop nowe syropki, których działania miało wiele do życzenia, dziecko coraz bardziej zaczęło się blokować, stawał się coraz więcej opiszczały i marudzący, chwilami czułam, że tracę nad wszystkim kontrole.
Wracając do tematu, zaczęliśmy chodzić do logopedy, jak już wcześniej pisałam wysłała nas do psychologa, udało nam się dostać do naszego gminnego, jeszcze się z nim nie widzieliśmy bo tam działają trochę inne zasady, mianowicie dziecko nie jest kierowane do psychologa tylko najpierw bada je logopeda, który później po wstępnych wiadomościach przekazuje informacje do psychologa i my właśnie jesteśmy na tym etapie. Byliśmy na takim spotkaniu z logopedą która najpierw rozmawiała z Filem, oglądali jakieś zwierzątka i przy okazji obserwowała jego zachowanie. W tym czasie mama wypełniała papiery, gdy synuś zdecydowanie miał dość zakończyliśmy, Filipek wziął wtedy zajął się tym czym chciał czyli klockami, a pani Ela wzięła na celownik mnie. :)
Pocieszyła mnie, że nie jest najgorzej ale dobrze też nie. Mówi mama i tata czyli okej, reszta po chińsku, ale jest. Zauważyła nie wiem jak, że mimo wszystko gdzieś się blokuje i nie chce współpracować. I tak zaczęłyśmy rozmawiać i doszliśmy to tematu stolca no i panie Ela jak tylko to usłyszała od razu powiedziała dieta bezglutenowa. No i mimo mojej niechęci, bo Filipek i tak już mało je a wiadomo posiłki bezglutenowe nie są ach, och, ech i w ogóle, ale poszłam na to zakupiliśmy z Łukaszem wszystko. 150 zł, na tydzień to mało na razie straciliśmy 130, na dwa dni, no ale niektóre składniki starczą na dłużej. No i nie zachwalając, stolec był i wczoraj i dzisiaj, jeszcze z problemami ale zawsze kamień z serca. Mimo moich obaw Filo je i to znacznie więcej niż dotychczas. Ciszy mnie to niezmiernie. Czyli dla Filipka dieta bezglutenowa jak najbardziej tak, postaram się napisać w następnym poście jak wygląda jadłospis dla dzieci na diecie bezglutenowej.
Pozdrawiam
Chcąc nie chcąc i nas dopadła, a konkretnie Filipka, tylko dlaczego zalecił nam to logopeda? To jest bardzo interesujące, przecież od ponad pół roku borykaliśmy się z problemami Filipka. Mianowicie, Filo ma opóźniony rozwój mowy to już wiemy okej, ma również problemy z kupką a dokładniej z jej wydalaniem. Gdy tylko mu się zachce to potrafi ją wstrzymać nawet na parę dni, a później wiadomo, boli, i ciężko jest ją zrobić, występują zaparcia i blokada u dziecka. Nasza nowa pani pediatra przepisywała nam non stop nowe syropki, których działania miało wiele do życzenia, dziecko coraz bardziej zaczęło się blokować, stawał się coraz więcej opiszczały i marudzący, chwilami czułam, że tracę nad wszystkim kontrole.
Wracając do tematu, zaczęliśmy chodzić do logopedy, jak już wcześniej pisałam wysłała nas do psychologa, udało nam się dostać do naszego gminnego, jeszcze się z nim nie widzieliśmy bo tam działają trochę inne zasady, mianowicie dziecko nie jest kierowane do psychologa tylko najpierw bada je logopeda, który później po wstępnych wiadomościach przekazuje informacje do psychologa i my właśnie jesteśmy na tym etapie. Byliśmy na takim spotkaniu z logopedą która najpierw rozmawiała z Filem, oglądali jakieś zwierzątka i przy okazji obserwowała jego zachowanie. W tym czasie mama wypełniała papiery, gdy synuś zdecydowanie miał dość zakończyliśmy, Filipek wziął wtedy zajął się tym czym chciał czyli klockami, a pani Ela wzięła na celownik mnie. :)
Pocieszyła mnie, że nie jest najgorzej ale dobrze też nie. Mówi mama i tata czyli okej, reszta po chińsku, ale jest. Zauważyła nie wiem jak, że mimo wszystko gdzieś się blokuje i nie chce współpracować. I tak zaczęłyśmy rozmawiać i doszliśmy to tematu stolca no i panie Ela jak tylko to usłyszała od razu powiedziała dieta bezglutenowa. No i mimo mojej niechęci, bo Filipek i tak już mało je a wiadomo posiłki bezglutenowe nie są ach, och, ech i w ogóle, ale poszłam na to zakupiliśmy z Łukaszem wszystko. 150 zł, na tydzień to mało na razie straciliśmy 130, na dwa dni, no ale niektóre składniki starczą na dłużej. No i nie zachwalając, stolec był i wczoraj i dzisiaj, jeszcze z problemami ale zawsze kamień z serca. Mimo moich obaw Filo je i to znacznie więcej niż dotychczas. Ciszy mnie to niezmiernie. Czyli dla Filipka dieta bezglutenowa jak najbardziej tak, postaram się napisać w następnym poście jak wygląda jadłospis dla dzieci na diecie bezglutenowej.
Pozdrawiam
środa, 28 sierpnia 2013
Postępy
Oj tak postęp za postępem, Maksymilian pod wpływem brata, bardzo szybko, przynajmniej moim zdaniem zaczął raczkować, prawie sam siedzieć i chodzić wzdłuż kanapy sam.
Bardzo interesuje go nasze domowe zwierzątko Bugs, czasem jego klatka służy za chodzik, co bardzo śmiesznie wygląda, ale radzi sobie chłopak. Nieustannie wodzi wzrokiem za swoim bratem i śmieje się z jego wygłupów. No a matka nie pomyślałaby, że jego pierwszym słowem będzie "gugle" Ulubione słówko. No, ale na pociechę następnym słowem było mama.... Nadzieja.
Nadal czekamy za ząbkiem, niestety długotrwały proces, już ponad miesiąc się męczymy a to gorączka a to kupki i grymasy. Gdy dostanie coś w swoje łapki od razu pcha do buzi i mymla:)
No, ale o Filipku też można ostatnio dużo powiedzieć, zaczął coraz więcej mówić, jeszcze to nie jest to, ale dla mnie sukces i tak. Łączy dwa zdania no i czasami chce współpracować ze mną, powtarzając niektóre rzeczy, a jak czegoś nie potrafi po prostu mówi " nie nie ma" i póki co mu odpuszczam bo widzę, że ma z tym kłopot, natomiast coraz mniej takich sytuacji. W czwartek na kolejne zajęcia i zobaczymy jak to będzie.
Pozdrawiamy
Bardzo interesuje go nasze domowe zwierzątko Bugs, czasem jego klatka służy za chodzik, co bardzo śmiesznie wygląda, ale radzi sobie chłopak. Nieustannie wodzi wzrokiem za swoim bratem i śmieje się z jego wygłupów. No a matka nie pomyślałaby, że jego pierwszym słowem będzie "gugle" Ulubione słówko. No, ale na pociechę następnym słowem było mama.... Nadzieja.
Nadal czekamy za ząbkiem, niestety długotrwały proces, już ponad miesiąc się męczymy a to gorączka a to kupki i grymasy. Gdy dostanie coś w swoje łapki od razu pcha do buzi i mymla:)
No, ale o Filipku też można ostatnio dużo powiedzieć, zaczął coraz więcej mówić, jeszcze to nie jest to, ale dla mnie sukces i tak. Łączy dwa zdania no i czasami chce współpracować ze mną, powtarzając niektóre rzeczy, a jak czegoś nie potrafi po prostu mówi " nie nie ma" i póki co mu odpuszczam bo widzę, że ma z tym kłopot, natomiast coraz mniej takich sytuacji. W czwartek na kolejne zajęcia i zobaczymy jak to będzie.
Pozdrawiamy
sobota, 17 sierpnia 2013
Z cyklu macierzyństwo bez lukru
No właśnie bycie matką to nie tylko ubieranie swoich pociech w ładne ubranka i patrzenie na ich słodkie minki. Bycie matką to opieka i troska, dbanie o ich rozwój... no właśnie, mam wrażenie, że gdzieś popełniłam błąd, niby każdego ranka wstaje i myślę, jak tu szybko posprzątać dom, zrobić obiad i zająć się rozwojem swoich dzieci przez zabawę, i niby, że czytam na dobranoc bądź w ciągu dnia, co rusz to ja to babcia kupują nowe książeczki do czytania bo ile można czytać "udany piknik" . Rozwój ruchowy też powinny mieć zapewniony no to układamy puzzle kupujemy klocki lego i budujemy małe zoo czy też stacje benzynowe tłumacząc co zrobiliśmy, a i tak umknęło nam. Umknęła nam wymowa Filipa. Filo nie mówi, nie mówi to za dużo powiedziane mówi dużo po swojemu i bardzo mało po naszemu. W związku z tym odwiedziliśmy lekarza rodzinnego który skierował nas do logopedy, poszliśmy pani od wymowy po prostu rewelacyjna dwoi się i troi a Filo co? Nagle dociera do mnie, że ten kiedyś bardzo grzeczny chłopiec słuchający się, potrafiący sam sobą się zająć, nie słucha się wcale. Gdy ma powtarzać jakieś wyrazy dźwiękonaśladowcze buntuje się i robi zupełnie co innego. Więc zajęcia odbywają się w domu z mamą. Logopeda daje nam materiały a my mozolnie wykonujemy te prace w domu. I tu się pojawia problem, bo przecież ja to wszystko już gdzieś kiedyś robiłam z moim Filipkiem i czy to ma sens. Powiedziałam o tym pani od wymowa, ona zaś skierowała nas do psychologa, który powinien nami trochę pokierować. Pani doktor po kilku spotkaniach stwierdziła, że jestem osobą stanowczą, ale nie wie jak bardzo konsekwentną no to przyznałam się, że serce matki pęka w niektórych sytuacjach i odpuszczam. No a Filcio to sprytnie wykorzystuje. Za wizytą u psychologa czekamy no bo przecież urlopy teraz.
No to czekamy.
Jeżeli chodzi o Maksa to ta żaba mała rozwija się z prędkością światła. Jego pierwsze słowo to gugle, a potem mama. Sam wstaje w łóżeczku i pomału obchodzi je całe, natomiast po podłodze raczkuje i wejdzie wszędzie gdzie tylko się da. W każdej wolnej chwili obserwuje swojego brata i nieudolnie powtarza wszystko. Jest bardzo absorbującym dzieckiem, wymaga wiele uwagi i za bardzo nie chce sam się sobą zająć. Filo raczej indywidualista po tatusiu, Maksiu wszędzie go pełno i podejrzewam, że z głową pełną pomysłów tak jak mama. Ciekawa mieszanka nam się szykuje.
Pozdrawiam
(jestem w trakcie planowania ślubu przyjaciółki. Zajmuję się ozdobą sali, skrzynki na telegramy, będę również panią kamerzystka i fotograf. trzymajcie kciuki :)
No to czekamy.
Jeżeli chodzi o Maksa to ta żaba mała rozwija się z prędkością światła. Jego pierwsze słowo to gugle, a potem mama. Sam wstaje w łóżeczku i pomału obchodzi je całe, natomiast po podłodze raczkuje i wejdzie wszędzie gdzie tylko się da. W każdej wolnej chwili obserwuje swojego brata i nieudolnie powtarza wszystko. Jest bardzo absorbującym dzieckiem, wymaga wiele uwagi i za bardzo nie chce sam się sobą zająć. Filo raczej indywidualista po tatusiu, Maksiu wszędzie go pełno i podejrzewam, że z głową pełną pomysłów tak jak mama. Ciekawa mieszanka nam się szykuje.
Pozdrawiam
(jestem w trakcie planowania ślubu przyjaciółki. Zajmuję się ozdobą sali, skrzynki na telegramy, będę również panią kamerzystka i fotograf. trzymajcie kciuki :)
wtorek, 16 lipca 2013
Ja nie mówię, on nie pyta
Czy tylko ja mam problem z mężem w kwestiach rozmowy?
Czasami nie daję rady... Ostatnio zauważyłam, że jeżeli ja nie podejmę rozmowy to jej po prostu nie ma. Mój mąż nie odczuwa chyba potrzeby konwersacji ze mną. A mnie to wkurza chociaż czasami mógłby się wysilić i zapytać o coś więcej niż "co tam w domu kochanie? " Ja na jego jedno pytanie mam streścić cały dzień no super szkoda, że mogę przerwać w połowie wypowiedzi i jej nie dokończyć a on co? NIC. Skoro nie mówię to wg niego zakończyłam, a ja już dłużej nie mam ochoty prowadzić monologu. Męczy mnie ta sytuacja bo mąż nie widzi problemu. Nie widzi tego, że ja przestałam się odzywać. Dla niego to widocznie lepiej ma św spokój. Ja rozumiem, że ma pracę taką jaką ma pracuje głową a klientela zada mu setki pytań w ciągu 8 h i raczej musi odpowiedzieć, wytłumaczyć po raz setny temu samemu klientowi, co z czym gdzie kiedy i jak. Ale czasami są sytuacje, gdzie no jednak trzeba porozmawiać ze swoją drugą połówką. Raczej staram się nie przenosić moich frustracji na bloga, ale dzisiejszym nie wiem czy pytaniem czy stwierdzeniem mnie rozbił na części pierwsze.
"Co znowu ? "
Nie no ja codziennie mam jakieś problemy i strzelam fochy bo od tak po prostu mi się nudzi. Cały dzień siedzę sama w domu z dziećmi nie mam do kogo pyska otworzyć a jak mąż wraca o 20 to, żebym nie musiała znów nic mówić obrażam się i się nie odzywam. Jasne. Ja wręcz pragnę z kimś pogadać, przedyskutować chociażby przyszły weekend zaplanować, aby spędzić trochę czasu wszyscy razem.
Zawsze jest tak, że to ja wymyślam wszystkie wyjazdy, wycieczki, wieczory, a mąż się na to po prostu zgadza. Nigdy mnie nigdzie nie zaprosił. Zawsze ja i tylko ja, aż mi się niedobrze robi. Przepraszam, ale nie wytrzymałam i musiałam wystukać to w klawiaturę bo bym chyba wybuchła.
Czasami nie daję rady... Ostatnio zauważyłam, że jeżeli ja nie podejmę rozmowy to jej po prostu nie ma. Mój mąż nie odczuwa chyba potrzeby konwersacji ze mną. A mnie to wkurza chociaż czasami mógłby się wysilić i zapytać o coś więcej niż "co tam w domu kochanie? " Ja na jego jedno pytanie mam streścić cały dzień no super szkoda, że mogę przerwać w połowie wypowiedzi i jej nie dokończyć a on co? NIC. Skoro nie mówię to wg niego zakończyłam, a ja już dłużej nie mam ochoty prowadzić monologu. Męczy mnie ta sytuacja bo mąż nie widzi problemu. Nie widzi tego, że ja przestałam się odzywać. Dla niego to widocznie lepiej ma św spokój. Ja rozumiem, że ma pracę taką jaką ma pracuje głową a klientela zada mu setki pytań w ciągu 8 h i raczej musi odpowiedzieć, wytłumaczyć po raz setny temu samemu klientowi, co z czym gdzie kiedy i jak. Ale czasami są sytuacje, gdzie no jednak trzeba porozmawiać ze swoją drugą połówką. Raczej staram się nie przenosić moich frustracji na bloga, ale dzisiejszym nie wiem czy pytaniem czy stwierdzeniem mnie rozbił na części pierwsze.
"Co znowu ? "
Nie no ja codziennie mam jakieś problemy i strzelam fochy bo od tak po prostu mi się nudzi. Cały dzień siedzę sama w domu z dziećmi nie mam do kogo pyska otworzyć a jak mąż wraca o 20 to, żebym nie musiała znów nic mówić obrażam się i się nie odzywam. Jasne. Ja wręcz pragnę z kimś pogadać, przedyskutować chociażby przyszły weekend zaplanować, aby spędzić trochę czasu wszyscy razem.
Zawsze jest tak, że to ja wymyślam wszystkie wyjazdy, wycieczki, wieczory, a mąż się na to po prostu zgadza. Nigdy mnie nigdzie nie zaprosił. Zawsze ja i tylko ja, aż mi się niedobrze robi. Przepraszam, ale nie wytrzymałam i musiałam wystukać to w klawiaturę bo bym chyba wybuchła.
poniedziałek, 15 lipca 2013
Cukierkowe różyczki i Imprezka
Od dawna planowałam zrobić te różyczki i w końcu nadarzyła się okazja niezwykle ważna. Imieniny Filipka. Wieczór przed Imprezą miałam zaplanowany, wizyta w zaprzyjaźnionej kwiaciarni gdzie zakupuje materiały do moich prac. Tym razem była to krepina. Krepa by się rozpadła zanim związałabym różyczkę i musiałam pomyśleć nad czymś mocniejszym. I od razy w głowie pojawił się bukiecik kupowany niedawno na komunię który był otulony krepiną. Ja to tak nazwałam, ale wydaje mi się, że tak to się zwie. Pozostał tylko dylemat czy będą mieć niebieski. Nie było. Ale zielony kolor się znalazł i nawet lepiej bo serwetki są w zielonym kolorze czyli pasowało. A oto moje różyczki i stół imieninowy Filipka prawie skończony :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





